Bezradne, sfrustrowane...

Wydanie: 4/2014

Histeryzują, szantażują, czasami dopuszczają się przemocy wobec dorosłych. Współczesne dzieci nie potrafią radzić sobie z frustracją i napięciem. I to zarówno te najmłodsze, jak i starsze – z podstawówek i gimnazjów.

Zgłosiło się do mnie małżeństwo z czteroletnim synem. Powodem wizyty były problemy z zachowaniem dziecka w domu i w przedszkolu. Chłopiec nie słuchał ani rodziców, ani pań przedszkolanek, a w stosunku do rówieśników był porywczy i agresywny. Już na pierwszej wizycie zauważyłam, że rodzice bardzo niespójnie wychowują syna i nie mają jasnego stanowiska co do wpajanych mu wartości i autorytetów. W dodatku nie dopuszczali do sytuacji, w których malec musiałby podjąć jakikolwiek wysiłek czy wytrzymać frustrację, aby otrzymać to, czego w danej chwili oczekiwał. Bardzo dużo czasu zajęło nam opracowanie wspólnego planu wychowania dziecka, który pozwalałby zaspokajać i respektować potrzeby całej rodziny.

Jeszcze kilkanaście lat temu dzieci wykazywały się zdecydowanie większą samodzielnością niż obecnie. Nawet młodsi uczniowie wracali sami do domu, potrafili przygotować sobie coś prostego do jedzenia, samodzielnie spędzali wolny czas. Mimo że nie mieli tak wymyślnych akcesoriów, jakimi teraz posługują się ich rówieśnicy, bez problemu organizowali sobie ciekawe zabawy. Rodzice inaczej traktowali swoje dzieci – bardziej im ufali, nie wyręczali w zbyt wielu czynnościach, znacznie częściej posyłali na kolonie czy obozy. Najmłodsi czuli, że mają swoje miejsce w społeczeństwie, określone role i obowiązki, z których muszą się wywiązywać. Takie wychowywanie uczyło dzieci, jak ważne są ich autonomia i samodzielność, a ponoszenie konsekwencji za niewykonane zadania uzmysławiało im wagę odpowiedzialności za własne postępowanie.

Opiekuńczość w nadmiarze

Nadmierna opiekuńczość, tak charakterystyczna dla współczesnych rodziców, odbiera dziecku możliwość podejmowania samodzielnych decyzji i stanowienia o sobie. Poukładane i wypełnione dodatkowymi zajęciami życie poważnie ogranicza kreatywność najmłodszych. Popularność dodatkowych zajęć bierze się przede wszystkim z przekonania o ich pozytywnym wpływie na rozwój dziecka. Rodzice masowo zapisują swoje pociechy na języki obce, zajęcia sportowe, kursy szybkiego czytania czy rozwoju osobistego. Niestety, niezwykle łatwo tu o przesadę. Rodzice tracą wyczucie, ile dodatkowych godzin pracy są w stanie znieść ich pociechy. Wyznając zasadę, że im więcej zajęć tym lepiej, bardzo przeciążają dzieci. W konsekwencji nie mają one czasu na relaks i twórcze zabawy. Co więcej, zazwyczaj to nie dzieci dokonują wyboru dodatkowych zajęć – w efekcie nie mają możliwości odkrycia swoich prawdziwych zainteresowań i pasji.

Cały tekst w „Psychologii w Szkole” nr 4/2014

Dr Marta Melka-Roszczyk jest psychologiem, zajmuje się psychoterapią par, małżeństw i rodzin.

foto: wrangler/shutterstock.com