O odkładaniu na ostatnią chwilę

Wydanie: 4/2013

Foto: shutterstock

„Pomyślę o tym jutro” - powtarzamy jak Scarlett O’Hara z Przeminęło z wiatrem. A gdyby tak przestać odkładać wszystko na później? Może wreszcie zaczęlibyśmy żyć tu i teraz...

Chcemy wierzyć, że jesteśmy energiczni, otwarci na nowe wyzwania, a w dodatku umiemy korzystać z okazji i szybko radzić sobie z trudnościami. Czy sądzi Pan, że ten obraz jest prawdziwy, czy też żyjemy w kulturze, w której odkłada się sprawy na ostatnią chwilę?
Joseph Ferrari: – Jedno z moich ulubionych powiedzeń głosi: „Wszyscy zwlekamy, ale nie wszyscy jesteśmy »odwlekaczami«”. Większość z nas odkłada różne zadania na później, ale z moich badań wynika, że 20 proc.
Amerykanów i Amerykanek przejawia chroniczną formę prokrastynacji, czyli tendencji do przekładania na później ważnych zadań i wykonywania w zamian innych czynności. Zwlekają w domu, pracy, szkole i w związkach, zwlekają nawet wtedy, gdy mają wypełnić roczne zeznanie podatkowe. Prokrastynacja jest dla nich sposobem na życie. Ważna natomiast jest dla nich samoocena, czyli to, co oni sami o sobie myślą. Jeśli jednak spojrzymy na te 20 procent w szerszej perspektywie, to okaże się, że prokrastynatorów jest więcej niż osób z diagnozą dobrze znanych przypadłości, takich jak depresja kliniczna czy fobia. Jesteśmy społecznością „wykonywaczy”, ale równocześnie – podobnie jak członkowie innych społeczeństw uprzemysłowionych – „oczekiwaczy”.