Synowie w moim sercu

Powtórne, dorosłe ojcostwo odczuwam mocniej, bo dziś dostrzegam swoje słabości, niekonsekwencje, braki, tęsknoty. Dzięki moim synom już nie uciekam od siebie.

Gdy w dzieciństwie oberwałem od kogoś, słyszałem od taty: „dlaczego mu nie oddałeś?”, „trzeba umieć się bić!”. Tato, czy Ty umiałeś się bić, czy Ty oddawałeś w nos? Gdy byłem mały i zdarłem sobie kolano, słyszałem: „dlaczego się mażesz?”, „nie bądź baba!”. Mamo, czy Ty wstydziłaś się syna-baby, który się maże? Miałem być twardy, dzielny i nigdy się nie skarżyć. I stać się KIMŚ.

Kim jestem dzisiaj? Jestem ojcem trzech synów – jednego dorosłego i dwóch małych, kilkuletnich. Życie nauczyło mnie, że większość spotykających mnie życiowych sytuacji nie jest jednoznacznie korzystna lub niekorzystna dla mnie; mają one najczęściej złożone znaczenie. Wierzę, że to, co się dzieje w życiu, jest po coś: żeby zrozumieć, żeby odczuć, żeby mieć okazję... Nawet jeśli sens jest początkowo zakryty, przydymiony. Śmierć mojej matki otworzyła mi oczy, wręcz w magiczny sposób, na sprawy mojej rodziny, relacji między rodzicami, istnienie mnie samego w układzie tych dwojga ludzi, ze wszystkimi ich zaletami i wadami, i z ich udziałem w wychowaniu mnie, naznaczeniu swoimi lękami, nadziejami, ograniczeniami i potencjałem.

 

Przeżyć samemu
Przez wiele lat uciekałem od siebie, uciekałem od prawdziwego „ja”, chciałem nawet czemuś zaprzeczyć, albo – jeśli spojrzeć na to inaczej – zbierałem doświadczenia, przygotowywałem się, żeby dziś móc odczuwać inaczej, głębiej, z większym pożytkiem. Dzisiaj rozumiem, że ojciec, którego wcześniej widziałem jako człowieka spokojnego, miał też twarz kogoś nieobecnego, odsuniętego. Że w łagodności krył się także pierwiastek bierności, a jego smutek był powstrzymywaną złością. Gdy sobie to uświadomiłem, mój ojciec nie stał się dla mnie kimś gorszym, odrzuconym – to pozwoliło mi dostrzec w nim więcej człowieczeństwa, zrozumieć go i zaakceptować. Zrozumiałem własne odsunięcie wiele lat temu. Trudno mi było wtedy zaakceptować siebie – swoją niezgrabność i szorstkość faceta, jakim byłem w kontakcie z małym dzieckiem, moim pierwszym synem. Wolałem stać z boku, uciec do pracy, niż być nieporadnym i niedoskonałym. Kogo zawiódłbym?

Najbardziej pewnie samego siebie.

Przy młodszych synach odkryłem, jak trudno mi być ojcem. Ile to wymaga wysiłku, ile łez chciałbym wylać, ale przecież nie mogę się mazać. Mam się bić z życiem, ale bywam potwornie zmęczony, padam na twarz, zasypiam, usypiając najmłodszego. Nie chcę sobie dawać taryfy ulgowej, wiem natomiast, że pewnych rzeczy nie można kupić, trzeba je przeżyć samemu. Nie odzyskam czasu, a ten, który pozostał, ma swoje ograniczenia. Młodsi synowie dorosną, pójdą w świat, tak jak najstarszy, a ja pozostanę z myślami o czasie minionym sam. Mówi się, że warto zawczasu zadbać o swoją emeryturę, ale przecież dotyczy to wszystkiego: uczuć, wspomnień, przeżytych chwil, powrotów do siebie, relacji, bliskości, poczucia tęsknoty i braku.

 

Ich świat to mój świat
Kiedy patrzę na małe dziecko, nie znajduję w nim złej woli, złości bez powodu. Widzę bezbronność i niewinność, bezgraniczną zależność i potrzebę rozwoju. Przypominają mi się słowa Jiddu Krishnamurti: „Gdybyśmy naprawdę potrafili kochać nasze dzieci, to na świecie nie byłoby wojen”.

Imiona moich synów mam wyryte w sercu. Powtórne, dorosłe ojcostwo odczuwam mocniej, bo dziś dostrzegam swoje słabości, niekonsekwencje, braki, własne dziecięce tęsknoty. Z wiekiem stałem się bardziej sentymentalny. Przekształcam smutek w nostalgię, w której doświadczam tego, co pozytywne i negatywne. Pomagają mi zdjęcia, pamiętnikowe zapiski sprzed lat. Konteksty wraz z upływem czasu zmieniają się. To, co było bolesne dwie dekady temu, dziś odbierane jest inaczej lub na tyle zatarło się w mojej pamięci, że nie ma znaczenia. Pojawiają się za to inne elementy, otwierające się przede mną w nowym świetle, jak choćby spuścizna – emocjonalna, materialna – po zmarłych rodzicach. Świadomość, że pewnych spraw nie uda się już wyjaśnić. Że trzeba w końcu zostać samemu z tym, co było trudne, i że to okazja, by zwycięsko zmierzyć się z tymi sprawami. Już nie ma wymówki, że to wina rodziców: dziś jestem z tym sam i to ja mam się uporać z tym, co jest po nich. Czuję, że to ma sens, że to dobre rozwiązanie. 

Dążę świadomie do przeżywania pozytywnych emocji – nawet w prozaicznych obszarach mojego życia. Wiem już, że przełomowe chwile i spektakularne wybory pojawiają się rzadko. Życie składa się przede wszystkim z codzienności, więc codziennie staram się szukać sposobów, żeby żyć szczęśliwie. Nie oznacza to, że jestem nieustannie szczęśliwy – często zmagam się ze złością, gniewem, smutkiem, rozczarowaniem, rezygnacją. Do pionu przywracają mnie dwaj mali chłopcy, którzy mają w sobie bezgraniczną radość i potrafią fantastycznie bawić się i szaleć. To sprawia, że budzi się we mnie mały chłopiec i chcę z nimi piszczeć i wariować. Chcę być dla nich przewodnikiem przez życie, kimś, do kogo będą wracać z poczuciem, że przy ojcu można rosnąć w siłę. 

Świat moich synów jest po części moim światem, dlatego nie usłyszą kiedyś od kobiet, że nie mają serca, nie mają kontaktu z uczuciami. I sami nie będą ojcami oddalonymi, nieobecnymi, usuniętymi w cień... 

 

KRZYSZTOF ŚLIWIŃSKI jest psychologiem, terapeutą, psychometrą, popularyzatorem psychologii. Pracuje z osobami indywidualnymi.
***

Co podpowiedziałbym innym ojcom

• Jesteś ojcem, a nie matką, więc nie próbuj być jak ona. Już małe dziecko rejestruje różnice między rodzicami, dlatego przede wszystkim bądź sobą! Zaufaj sobie i włączaj się w pielęgnację i opiekę nad dzieckiem, a nabierzesz doświadczenia.

• Bądź z dzieckiem tak często, jak to możliwe. Wasza więź opiera się na kontakcie, zabawie, dotyku, mówieniu do dziecka, uważności na jego potrzeby. Lepiej, jeśli będzie to godzina czy nawet kwadrans codziennie, niż kilka godzin w dni wolne od pracy.

• Pokazuj dziecku świat, wyjaśniaj, dawaj wybór, ale nie wyręczaj. Dziecko musi nauczyć się samodzielności i zaufania do siebie.

• Nie oceniaj, tylko słuchaj. Nie śmiej się z problemów dziecka, nawet tych małych. Zamiast tego spróbujcie wspólnie znaleźć ich rozwiązanie. Szanuj uczucia swojego dziecka, nawet te, które związane są ze złością czy smutkiem.

• Chwal dziecko nawet za małe sukcesy, pokazuj, że jest dla Ciebie ważne.

• Zrób coś dla dziecka. Staraj się jednak nie mieć poczucia, że coś poświęcasz ze swojego życia, że czegoś sobie odmawiasz. To powinno być dobrowolne, pozbawione napięcia.

• Rób coś wspólnie z dzieckiem. Przypomnij sobie, jak robiłeś coś razem ze swoim ojcem czy dziadkiem. Znaczenie ma (zwłaszcza dla chłopców) aktywność fizyczna, wspólne wyprawy, stawianie sobie wyzwań, doświadczanie przeciwności i ich pokonywanie.

• Pokaż dziecku, na czym polega Twoja praca, pokaż jej efekty. Dla niego będzie to fascynujące odkrywanie dorosłego świata

i informacja, gdzie spędzasz czas, kiedy nie ma Cię w ciągu dnia.

• Jeśli odczuwasz frustrację z powodu bycia rodzicem, nie bój się o tym mówić głośno i podzielić się swoimi odczuciami z kimś, komu ufasz. Rozmowa jest okazją do rozładowania emocji.

• Bądź dla swojego dziecka wystarczająco dobrym ojcem – nie musisz być ojcem doskonałym, dzieci tego od Ciebie nie oczekują. Podobnie nie oczekuj, że dziecko będzie doskonałe: ono nie musi nikogo zadowalać, tylko być sobą.

Artkuł pochodzi z lipcowego wydania Charakterów z dodatkiem: STYLE ŻYCIA - ciągle do kupienia w sklepie internetowym "Charakterów" - tutaj.

A tutaj można zamówić sierpniowe "Charaktery" bez kosztów wysyłki - tutaj.